sobota, 7 lipca 2012
Polinezja- kalpa vriksha i olej kokosowy
czwartek, 5 lipca 2012
Wyniki wczorajszego farbowania :)
Większość z Was bardzo trafnie obstawiła wczoraj kolor- na mojej głowie zagościł blond! Włosy wyszły takie jak miały wyjść, a do tego są miękkie i nie spalone, więc jestem bardzo zadowolona. Farbowanie chodziło za mną już od dawna, jednak nieudane wizyty u fryzjera skutecznie mnie odstraszały od jakichkolwiek zabiegów. Z drugiej strony nie byłam pewna, czy sama dam sobie radę, bo nigdy nie decydowałam o konkretnej farbie dla mnie, ale w końcu się przełamałam. Oto efekty:
środa, 4 lipca 2012
Narvika farbuje!
Kochane! Właśnie siedzę z farbą na głowie, którą nałożyłam razem z moim TŻ :D Mam nadzieję, że nie wyjdę zielona albo łysa, a jeśli efekt będzie znośny zobaczycie go już jutro. Trzymajcie za mnie kciuki, jeszcze 10 minut, zmywanie i efekt ostateczny :)
Na jaki kolor stawiacie? Dla ułatwienia podpowiem, że jest to farbka firmy Londa :)
buziaki,
(już) farbowana narvika :)
Na jaki kolor stawiacie? Dla ułatwienia podpowiem, że jest to farbka firmy Londa :)
buziaki,
(już) farbowana narvika :)
poniedziałek, 2 lipca 2012
włosy w czerwcu- podsumowanie + pielęgnacja
Czerwiec był bardzo zakręcony- mieszkanie nad morzem, na campingu, dość dużo pracy i nareszcie dawka ukochanego pływania na kitesurfingu. Na włosach na szczęście te "zbrodnie" nie odbiły się bardzo źle, nie widzę pogorszenia ich stanu. Zobaczcie moje włosy w czerwcu:
Cały czerwiec zastanawiałam się, gdzie uciekł blask, na który zwróciłyście uwagę w majowej aktualizacji i znalazłam sprawcę- balsam Seboradin z żeń-szeniem to aktywator błyszczących włosów! Zmieniłam zdanie o nim dopiero kiedy się skończył- jest bardzo dobrym produktem wartym swojej ceny! :)
Poza tym dzięki olejowaniu co dwa dni na kilkanaście godzin i maskom stosowanym w tym miesiącu skutecznie obciążyłam włosy, co widać na zdjęciu- zero objętości, falki dość smutne i pozlepiane w kolonie końce. Wdrażam program detoksowo- proteinowy!
Czego używałam w czerwcu?
-szampony:
O wszystkich trzech szamponach pisałam w aktualizacji majowej(klik!). Płyn Johnsons stał się moim faworytem i zastąpił Babydream- lepiej się pieni, lepiej pachnie i lepiej działa- skóra nie swędzi, włosy się nie plączą i nie są tępe w dotyku.
odżywki i maski:
Jak widać w czerwcu postawiłam na treściwe maski, co odbiło się na moich włosach mocno je zmiękczając (podobało mi się), a potem obciążając (nie podobało mi się;))
Od lewej:
- Alterra "Granat i Aloes" maska do włosów suchych i zniszczonych- moja ulubiona maska. Ma bardzo dobry skład, a włosy po jej użyciu są bardzo miękkie, gładkie i zdyscyplinowane. Lekko nabłyszcza, jednak nie tak jak wspomniany balsam Seboradin.
- BingoSpa maska mleczna do włosów z elastyną- użyłam jej zaledwie dwa razy. Włosy po niej są nieobciążone, zachowują objętość, ale są gładkie i miękkie. Ma ciekawy zapach, taki świeży i nieco męski, na pewno nie przypomina Kallosa mlecznego- a to właśnie z nim mi się skojarzyła.
- BingoSpa maska do włosów cienkich i zniszczonych z glinką Ghassoul- bardzo, bardzo dobry produkt. Rewiitalizuje włosy, są po niej bardzo miękkie, ale zachowują sztywność i objętość. Mogłaby bardziej je nawilżać, po przy bardzo suchej i gorącej pogodzie na drugi odzień od mycia mam dość sianowate włosy. Pachnie cytrusami, zapach bardzo mi pasuje.
Recenzje wszystkich trzech masek już w następnych dniach, postaram się dokładnie opisać wszystkie trzy po kolei:)
-oleje i masła:
Od lewej:
- oliwka Hipp z bio- olejkiem migdałowym- ostatnio mój absolutny hit- ma piękny zapach, nabłyszcza włosy idealnie do ułożenia plażowego koczka. A po spłukaniu mam bardziej błyszczące, sypkie i miękkie loczki- potęguje też ich skręt, czasem aż do poziomu korkociągów, o takich:
- olejek Alterra z Pomarańczą i Brzozą- zbieram sie do jego recenzji od wiosny i nie bardzo wiem, co mam o nim napisać. Pachnie pięknie, ale jego działanie jest tak subtelne, że ciężko je uchwycić i opisać ;) Ale zbiorę się, obiecuję!
- olej kokosowy- moje włosy go uwielbiają, pewnie już o tym wiecie. Nakładam go zawsze na zwilżone włosy- dzięki temu nie są spuszone po zmyciu olejku. O tej metodzie pisałam tutaj(klik!). Ciężko jest go tylko przygotować na campingu- temperatura wody w łazienkach jest zbyt mała, więc kombinowałam z grzejnikiem, czajnikiem... Nie jest to olej "wyjazdowy".
Standardowo, dwa "moje" oleje- ukochany ryżowy, który pięknie nabłyszcza mi włosy i zmiękcza buzię jako baza peelingu cukrowego. Pisałam o nim tutaj(klik!) i pozostaje on nadal w czołówce moich ulubieńców. Pamiętajcie, że olej ryżowy jest również naturalnym filtrem przeciwsłonecznym, co czyni go dobrym kandydatem do zabezpieczania włosów na plaży.
Oraz olej z konopi siewnych, który ostatnio średnio służy moim włosom- nie widzę po nim znacznego zmiękczenia czy nabłyszczenia, ale zauważyłam, że lekko rozluźnia skręt moich włosów. Niestety na okropny zapach na upały (mokre ziano i nutka czarnej ziemi po deszczu), co skreśla go z mojej listy wakacyjnych zabezpieczaczy włosów na plaży. o tym oleju pisałam tutaj(klik!)
-dodatki:
Jako wcierkę cały czas męczyłam niekończący się eliksir Green Pharmacy do włosów farbowanych, który właściwie nic z moimi włosami nie zrobił- babyhair to raczej nie jego zasługa, przyspieszenia porostu brak.... Więcej go nie kupię. Jego dużym plusem jest wydajność, bo wystarczył mi na aż osiem tygodni! Eliksiry są dwa- do włosów farbowanych i wzmacniający do włosów zniszczonych. Obecnie zużyłam pierwszą wersję, a druga czeka w kolejce, więc będziecie miały porównanie już niedługo.
Kreatyna i zatężony aloes do wzbogacania masek. Ciężko nimi operować w campingowej łazience, więc najczęściej robiłam z nich mgiełkę do pryskania włosów w celu odświeżenia ich pomiędzy myciami i jako bazę pod oleje. Z półproduktów niczego więcej nie udało mi się użyć przez ten miesiąc, niestety.
Silikonowy olejek Gliss Kur cały czas służy mi jako zabezpieczenie końcówek. Jest szalenie wydajny i na razie nie widzę "efektów ubocznych" w postaci wysuszenia końców, co zafundował mi jedwab CHI. O Gliss Kurowym olejku pisałam tutaj(klik!)
To chyba tyle. Od dzisiaj zamieniłam campera na kwaterę i mam nadzieję, że dzięki tej zmianie polepszy się moja pielęgnacja włosów. Chciałabym mieć więcej czasu na trzymanie na nich masek no i marzę o możliwości stosowania półproduktów oraz płukanek.
Na zdjęciu włosięta przed detoksem- obciążone, bez życia i zbite w smutne kolonie. Przynajmniej ładny zachód słońca w tle ;)
A jak minął Wasz włosowy czerwiec? :)
buziaki,
narvika :)
Cały czerwiec zastanawiałam się, gdzie uciekł blask, na który zwróciłyście uwagę w majowej aktualizacji i znalazłam sprawcę- balsam Seboradin z żeń-szeniem to aktywator błyszczących włosów! Zmieniłam zdanie o nim dopiero kiedy się skończył- jest bardzo dobrym produktem wartym swojej ceny! :)
Poza tym dzięki olejowaniu co dwa dni na kilkanaście godzin i maskom stosowanym w tym miesiącu skutecznie obciążyłam włosy, co widać na zdjęciu- zero objętości, falki dość smutne i pozlepiane w kolonie końce. Wdrażam program detoksowo- proteinowy!
Czego używałam w czerwcu?
-szampony:
O wszystkich trzech szamponach pisałam w aktualizacji majowej(klik!). Płyn Johnsons stał się moim faworytem i zastąpił Babydream- lepiej się pieni, lepiej pachnie i lepiej działa- skóra nie swędzi, włosy się nie plączą i nie są tępe w dotyku.
odżywki i maski:
Jak widać w czerwcu postawiłam na treściwe maski, co odbiło się na moich włosach mocno je zmiękczając (podobało mi się), a potem obciążając (nie podobało mi się;))
Od lewej:
- Alterra "Granat i Aloes" maska do włosów suchych i zniszczonych- moja ulubiona maska. Ma bardzo dobry skład, a włosy po jej użyciu są bardzo miękkie, gładkie i zdyscyplinowane. Lekko nabłyszcza, jednak nie tak jak wspomniany balsam Seboradin.
- BingoSpa maska mleczna do włosów z elastyną- użyłam jej zaledwie dwa razy. Włosy po niej są nieobciążone, zachowują objętość, ale są gładkie i miękkie. Ma ciekawy zapach, taki świeży i nieco męski, na pewno nie przypomina Kallosa mlecznego- a to właśnie z nim mi się skojarzyła.
- BingoSpa maska do włosów cienkich i zniszczonych z glinką Ghassoul- bardzo, bardzo dobry produkt. Rewiitalizuje włosy, są po niej bardzo miękkie, ale zachowują sztywność i objętość. Mogłaby bardziej je nawilżać, po przy bardzo suchej i gorącej pogodzie na drugi odzień od mycia mam dość sianowate włosy. Pachnie cytrusami, zapach bardzo mi pasuje.
Recenzje wszystkich trzech masek już w następnych dniach, postaram się dokładnie opisać wszystkie trzy po kolei:)
-oleje i masła:
Od lewej:
- oliwka Hipp z bio- olejkiem migdałowym- ostatnio mój absolutny hit- ma piękny zapach, nabłyszcza włosy idealnie do ułożenia plażowego koczka. A po spłukaniu mam bardziej błyszczące, sypkie i miękkie loczki- potęguje też ich skręt, czasem aż do poziomu korkociągów, o takich:
- olejek Alterra z Pomarańczą i Brzozą- zbieram sie do jego recenzji od wiosny i nie bardzo wiem, co mam o nim napisać. Pachnie pięknie, ale jego działanie jest tak subtelne, że ciężko je uchwycić i opisać ;) Ale zbiorę się, obiecuję!
- olej kokosowy- moje włosy go uwielbiają, pewnie już o tym wiecie. Nakładam go zawsze na zwilżone włosy- dzięki temu nie są spuszone po zmyciu olejku. O tej metodzie pisałam tutaj(klik!). Ciężko jest go tylko przygotować na campingu- temperatura wody w łazienkach jest zbyt mała, więc kombinowałam z grzejnikiem, czajnikiem... Nie jest to olej "wyjazdowy".
Standardowo, dwa "moje" oleje- ukochany ryżowy, który pięknie nabłyszcza mi włosy i zmiękcza buzię jako baza peelingu cukrowego. Pisałam o nim tutaj(klik!) i pozostaje on nadal w czołówce moich ulubieńców. Pamiętajcie, że olej ryżowy jest również naturalnym filtrem przeciwsłonecznym, co czyni go dobrym kandydatem do zabezpieczania włosów na plaży.
Oraz olej z konopi siewnych, który ostatnio średnio służy moim włosom- nie widzę po nim znacznego zmiękczenia czy nabłyszczenia, ale zauważyłam, że lekko rozluźnia skręt moich włosów. Niestety na okropny zapach na upały (mokre ziano i nutka czarnej ziemi po deszczu), co skreśla go z mojej listy wakacyjnych zabezpieczaczy włosów na plaży. o tym oleju pisałam tutaj(klik!)
-dodatki:
Jako wcierkę cały czas męczyłam niekończący się eliksir Green Pharmacy do włosów farbowanych, który właściwie nic z moimi włosami nie zrobił- babyhair to raczej nie jego zasługa, przyspieszenia porostu brak.... Więcej go nie kupię. Jego dużym plusem jest wydajność, bo wystarczył mi na aż osiem tygodni! Eliksiry są dwa- do włosów farbowanych i wzmacniający do włosów zniszczonych. Obecnie zużyłam pierwszą wersję, a druga czeka w kolejce, więc będziecie miały porównanie już niedługo.
Kreatyna i zatężony aloes do wzbogacania masek. Ciężko nimi operować w campingowej łazience, więc najczęściej robiłam z nich mgiełkę do pryskania włosów w celu odświeżenia ich pomiędzy myciami i jako bazę pod oleje. Z półproduktów niczego więcej nie udało mi się użyć przez ten miesiąc, niestety.
Silikonowy olejek Gliss Kur cały czas służy mi jako zabezpieczenie końcówek. Jest szalenie wydajny i na razie nie widzę "efektów ubocznych" w postaci wysuszenia końców, co zafundował mi jedwab CHI. O Gliss Kurowym olejku pisałam tutaj(klik!)
To chyba tyle. Od dzisiaj zamieniłam campera na kwaterę i mam nadzieję, że dzięki tej zmianie polepszy się moja pielęgnacja włosów. Chciałabym mieć więcej czasu na trzymanie na nich masek no i marzę o możliwości stosowania półproduktów oraz płukanek.
Na zdjęciu włosięta przed detoksem- obciążone, bez życia i zbite w smutne kolonie. Przynajmniej ładny zachód słońca w tle ;)
A jak minął Wasz włosowy czerwiec? :)
buziaki,
narvika :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











