Po trzech miesiącach dorobiłam się aż 5cm odrostu, co zmusiło mnie do ponownego malowania włosów. Po poprzednim farbowaniu
Londą Świetlany Blond(klik!) byłam zadowolona z rozjaśnienia, ale niestety pozostał mi dość mocny rudy poblask. Postanowiłam wypróbować coś innego, co być może pozwoli moim włosom pozostać blond-nie-rudymi ;) Padło na
L'Oreal Casting Creme Gloss o odcieniu 1010- Jasny Lodowy Blond.
Dlaczego wybrałam ten odcień?
Ponieważ fara nie posiada amoniaku, na który moje włosy reagują wypadaniem. Odcień wydał mi się atrakcyjny i opinie o produkcie są w większości pozytywne- np. na
KWC(klik!). Jak już pisałam liczyłam przede wszystkim na eliminację żółtych i rudych tonów na moich włosach.
Zawartość opakowania:
1) mleczko utleniające (biała tubka)
2) krem koloryzujący (fioletowa tubka)
3) odżywka z mleczkiem pszczelim (mała, biała, leżąca tubka)
4) końcówkę aplikatora
5) rękawiczki w plastikowym opakowaniu
6) instrukcja (pachnąca :D )
Przygotowanie:
Był to bardzo, bardzo satysfakcjonujący punkt- przygotowanie farby jest
dziecinnie łatwe, wszystko dookoła nie jest ubrudzone i zmasakrowane
farbą, zapach mieszanki jest nawet przyjemny. Do tego delikatny, nie drażniący zapach. Wielki plus!
1) otwieramy tubkę z kremem koloryzującym i wtykamy ją w końcówkę mleczka utleniającego. Mleczko wtykamy w specjalną dziurkę w kartoniku od farby żeby się nie przewracało- świetny pomysł!
2) wlewamy krem do mleczka, zamykamy końcówką z aplikatorem i wstrząsamy aż mieszanka stanie się jednokolorowa
3) odłamujemy końcówkę z aplikatorem, rozprowadzamy mieszankę na włosach za pomocą rąk i aplikatora
mieszanka jest miękkim, nie spływającym z włosów kremem, nie potrzeba do niej pędzelków, szczotek i grzebieni wyrywających włosy. Aplikacja jest dziecinnie prosta, włosy z farbą są miękkie i łatwo je rozdzielić. Zapach jest przyjemny, delikatny, o nieco słodkiej nucie- nic nie śmierdzi, nie drażni. Farby nie zawierają amoniaku i silikonów.
Odżywka dołączona do zestawu jest wybitnie jednorazowa- na moje średnio okazałe włosy było jej za mało. Odżywka zawiera jeden silikon, nie ma w niej SLSów.
Przebieg operacji:
Mieszankę nałożyłam na odrosty na 15, po tym czasie zaaplikowałam farbę na resztę włosów na 8 minut i spłukałam wodą.
Nałożyłam odżywkę dołączoną do zestawu zmieszaną z
Garnier Cacao(klik!) w proporcji 1:1. Odżywkę trzymałam ok.10 minut, po czym spłukałam letnią wodą i zastosowałam płukankę (500ml wody, 1 łyżka octu jabłkowego, łyżeczka miodu lawendowego).
Włosy podsuszyłam delikatnie suszarką.
Efekt:
Włosy są miękkie, nie plączą się, nie wykazują oznak zniszczenia. Łatwo się rozczesują. Kolor wyjściowy bardzo mocno odbiega od obiecanego przez producenta- jest to średni blond o nieco chłodnym odcieniu. Faktycznie nie ma żółtych i rudych tonów, co bardzo mi się podoba, jednak miałam nadzieję na nieco jaśniejszy odcień.
Odrosty po farbie Londy są bardzo delikatnie zauważalne, no ale jednak są.
Przed farbowaniem:
Żółto- rudawe włosy z dość dużym odrostem...
Po farbowaniu, jeszcze wilgotne:
Zdjęcie z fleszem fajnie oddaje chłodniejszy odcień włosów, jednak lodowy blond to to nie jest;) Mimo to jestem zadowolna z koloru ponieważ, jak już pisałam wyżej, moją zmorą jest rudo- żółty kolor, którego teraz jest zdecydowanie mniej. Kiedy pogoda będzie bardziej sprzyjająca wrzucę zdjęcia z naturalnym oświetleniem.
Myślę, że to zdjęcie najlepiej oddaje kolor:
Jak Wam się podoba? :)
PS: Zamówiłam w piątek zestaw do kreatynowego prostowania włosów Encanto Brasil, więc już niedługo zdam relację z prasowania włosów kreatyną, już nie mogę się doczekać! :D
buziaki,
narvika :)