wtorek, 2 października 2012

TAG- modna farba :)

Wczoraj zostalam oTAGowana przez Manię Banię z bloga Naturalnie Piękna(klik!), zabawą "Modna Farba" - bardzo dziękuję! :* Zobaczmy co wymyśliłam :)



Zasady:
1) wklej obrazek TAGa
2) odpowiedz na pytanie
3) oznacz 5 blogów, które mają wg.ciebie ładne szablony i dobre posty

Pytanie: 

Jeśli twój blog miałby włosy to jakiego byłyby koloru?

Byłby to kolor zachodzącego i wschodzącego słońca. Leniwe, ciepłe światło to mój ukochany kolor i ulubiona, mistyczna pora dnia. Wtedy powietrze jest najczystsze, odczucia najbardziej intensywne, a wspomnienia zapisywane najbardziej intensywne.
W tej barwie unoszą się jedne z moich najlepszych wspomnień- zachody na plaży, wschody w górach, galopy konno, pływanie na kite- jednym słowem- wszystko co kocham zawarte jest w wschodach lub zachodach słońca :)
parę inspiracji:




TAGa przekazuję dalej do:


buziaki,
narvika :)

poniedziałek, 1 października 2012

włosy we wrześniu- aktualizacja

Wrzesień minął mi niesamowicie szybko. Była to końcówka pobytu nad morzem oraz przyjazd do domu w ostatnim tygodniu, gdzie pielęgnacja przeszła metamorfozę- na Helu już nie miałam sił na walkę z włosami, więc plan był bardzo mocno okrojony, natomiast w domu dzięki ciepłej wodzie i większym możliwościom miałam chęć na długie rytuały pielęgnacyjne.


Po lewej włosy pod koniec sierpnia, po prawej pod koniec września. Wydaje mi się, że smętne końce nabrały więcej życia, jednak niewiele zmieniło się w związku ze skrętem włosów. Co robiłam we wrześniu?
  

1) zmiana nawyków

odstawiłam wszystko do czesania. Przestałam szczotkować, wyczesywać i rozdzielać włosy. Jedyne, co pozostało to czesanie włosów po myciu na mokro drewnianym grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami. Uważam, że to jedna z ważniejszych zmian w mojej pielęgnacji włosów!


2) mycie włosów


- stosowałam łagodny szampon, który uwielbiam- płyn do kąpieli Babydream fur mama, o ktorym pisałam tutaj(klik!)

- do oczyszczania włosów trzy razy użyłam Barwy Tataro- Chmielowej.


3) odżywki do spłukiwania:


- maska Kallos Latte- dokończyłam ogromne, litrowe opakowanie. Bardzo lubię jej cukierkowy zapach, wygładzające działanie i to, że nie obciąża moich włosów jednocześnie czyniąc je bardzo miękkimi i błyszczącymi. kiedyś na pewno kupię ponownie.

- Isana z olejkiem Baobassu  nie przypadła mi do gustu. Jedynie jej zapach bardzo mi się podoba, ale działanie na moich włosach jest znikome- nie czuję, że cokolwiek nałożyłam. Nie ubolewam nad jej wycofaniem, więcej bym jej nie kupiła.


4) po myciu:


 - odzywki b/s Joanna Naturia len i rumianek- całkiem fajny produkt, zmiękcza, ułatwia rozczesywanie i nie obciąza włosów. Stosuję ją raczej w formie stylizatora, ponieważ nie ma co liczyć na właściwości regeneracyjne, obiecane przez producenta. Stosuję ją również jako bazę pod olej, w każdym przypadku sprawdza się bardzo dobrze

- eliksir wzmiacniający Green Pharmacy- stosowałam cały miesiąc w połączeniu z masażem skóry głowy. Obciążał włosy, sprawiał, że szybciej się przetłuszczały, spowodował nieco więcej babyhair, ale nie przyspieszył porostu. Przez działanie obciążające więcej go nie kupię.


5) półprodukty- dodatki do masek:


- kwas hialuronowy- obecnie mój ulubiony nawilżacz i zmiękczacz włosów!

- kolagen i elastyna- lepszy zamiennik kreatyny hydrolizowanej, zapewnia moim włosom odpowiednią dawkę protein, dzięki czemu nie są puchate i mięciutkie jak u małego dziecka

- spirulina- ulubieniec miesiąca! pracuję nad postem na temat jej zastosowań

- kompleks witaminowy All-In-One- przyjemny proszek uzupełniający serum do twarzy oraz maski do włosów w zestaw witamin


6) olejowanie włosów:


We wrześniu postawiłam na jednoskładnikowe, jak najbardziej naturalne oleje.
- olej sezamowy- wspaniały nabłyszczacz, w tym miesiącu ulubieniec!

- oliwa z oliwek- lubię jej zapach i wygładzenie włosów

- olej z orzechów macadamia- świetny zapach przypominający przekąski na zagranicznych wyjazdach, działanie na razie nierozpoznane- postestuję i zobaczę

- olej arganowy- nakładam go wyłącznie po myciu i pomiędzy nimi na końcówki włosów. Jest to druga najlepsza decyzja tego miesiąca- ten olej w zastępstwie silikonowego serum na prawdę nawilża i odżywia moje włosy, końce są w najlepszym stanie jaki widziałam od początku mojego włosomaniactwa. Polecam, jest jak najbardziej wart swojej ceny!


Na koniec jeszcze środek awaryjny- suchy szampon, który parę razy uratował mnie przed zaprezentowaniem się z przetłuszczonymi włosami na ważnych spotkaniach:





A jak tam Wasze włosy we wrześniu? :)

buziaki,
narvika :)

sobota, 29 września 2012

Farbowanie- L'Oreal Casting jasny lodowy blond

Po trzech miesiącach dorobiłam się aż 5cm odrostu, co zmusiło mnie do ponownego malowania włosów. Po poprzednim farbowaniu Londą Świetlany Blond(klik!) byłam zadowolona z rozjaśnienia, ale niestety pozostał mi dość mocny rudy poblask. Postanowiłam wypróbować coś innego, co być może pozwoli moim włosom pozostać blond-nie-rudymi ;) Padło na L'Oreal Casting Creme Gloss o odcieniu 1010- Jasny Lodowy Blond.


Dlaczego wybrałam ten odcień?

Ponieważ fara nie posiada  amoniaku, na który moje włosy reagują wypadaniem. Odcień wydał mi się atrakcyjny i opinie o produkcie są w większości pozytywne- np. na KWC(klik!). Jak już pisałam liczyłam przede wszystkim na eliminację żółtych i rudych tonów na moich włosach.



Zawartość opakowania: 

1) mleczko utleniające (biała tubka)
2) krem koloryzujący (fioletowa tubka)
3) odżywka z mleczkiem pszczelim (mała, biała, leżąca tubka)
4) końcówkę aplikatora
5) rękawiczki w plastikowym opakowaniu
6) instrukcja (pachnąca :D )



Przygotowanie:

Był to bardzo, bardzo satysfakcjonujący punkt- przygotowanie farby jest dziecinnie łatwe, wszystko dookoła nie jest ubrudzone i zmasakrowane farbą, zapach mieszanki jest nawet przyjemny. Do tego delikatny, nie drażniący zapach. Wielki plus!


1) otwieramy tubkę z kremem koloryzującym i wtykamy ją w końcówkę mleczka utleniającego. Mleczko wtykamy w specjalną dziurkę w kartoniku od farby żeby się nie przewracało- świetny pomysł!

2) wlewamy krem do mleczka, zamykamy końcówką z aplikatorem i wstrząsamy aż mieszanka stanie się jednokolorowa

3) odłamujemy końcówkę z aplikatorem, rozprowadzamy mieszankę na włosach za pomocą rąk i aplikatora


mieszanka jest miękkim, nie spływającym z włosów kremem, nie potrzeba do niej pędzelków, szczotek i grzebieni wyrywających włosy. Aplikacja jest dziecinnie prosta, włosy z farbą są miękkie i łatwo je rozdzielić.  Zapach jest przyjemny, delikatny, o nieco słodkiej nucie- nic nie śmierdzi, nie drażni. Farby nie zawierają amoniaku i silikonów.

Odżywka dołączona do zestawu jest wybitnie jednorazowa- na moje średnio okazałe włosy było jej za mało.  Odżywka zawiera jeden silikon, nie ma w niej SLSów.



 Przebieg operacji:

Mieszankę nałożyłam na odrosty na 15, po tym czasie zaaplikowałam farbę na resztę włosów na 8 minut i spłukałam wodą.

Nałożyłam odżywkę dołączoną do zestawu zmieszaną z Garnier Cacao(klik!) w proporcji 1:1. Odżywkę trzymałam ok.10 minut, po czym spłukałam letnią wodą i zastosowałam płukankę (500ml wody, 1 łyżka octu jabłkowego, łyżeczka miodu lawendowego).

Włosy podsuszyłam delikatnie suszarką.



Efekt:

Włosy są miękkie, nie plączą się, nie wykazują oznak zniszczenia. Łatwo się rozczesują. Kolor wyjściowy bardzo mocno odbiega od obiecanego przez producenta- jest to średni blond o nieco chłodnym odcieniu. Faktycznie nie ma żółtych i rudych tonów, co bardzo mi się podoba, jednak miałam nadzieję na nieco jaśniejszy odcień.

Odrosty po farbie Londy są bardzo delikatnie zauważalne, no ale jednak są.


Przed farbowaniem:


Żółto- rudawe włosy z dość dużym odrostem...


Po farbowaniu, jeszcze wilgotne:




Zdjęcie z fleszem fajnie oddaje chłodniejszy odcień włosów, jednak lodowy blond to to nie jest;) Mimo to jestem zadowolna z koloru ponieważ, jak już pisałam wyżej, moją zmorą jest rudo- żółty kolor, którego teraz jest zdecydowanie mniej. Kiedy pogoda będzie bardziej sprzyjająca wrzucę zdjęcia z naturalnym oświetleniem.
Myślę, że to zdjęcie najlepiej oddaje kolor:


Jak Wam się podoba? :)

PS: Zamówiłam w piątek zestaw do kreatynowego prostowania włosów Encanto Brasil, więc już niedługo zdam relację z prasowania włosów kreatyną, już nie mogę się doczekać! :D

buziaki,
narvika :)

czwartek, 27 września 2012

nareszcie w domu!

Jak już ostatnio pisałam- wróciłam znad morza, z czego bardzo się cieszę. Mam też więcej czasu oraz możliwości do zajęcia się swoimi włosami. Przede wszystkim postanowiłam wprowadzić płukanki, które bardzo ciężko było zrobić na campingu...


Jako pierwszą wypróbowałam płukankę z octem- 500ml wody + 2 łyżki octu jabłkowego. Włosy były błyszczące, ale dość tępe i ciężkie do rozczesania. W miarce płukanka ma zapach octu, ale na włosach już nic nie wyczułam. Postaram się poszukać lepszych proporcji lub równoważącego dodatku.

 http://blogcaskady.blogspot.com


Kolejna w kolejce była płukanka z wody mineralnej, która sprawiła, że włosy wyraźnie się zmiękczyły. Prosty sposób, a jak skuteczny, polecam!



W najbliższym czasie planuję jeszcze powtórkę płukanki z cysteiną oraz wariacje mleczno- kokosowe, jak tylko czegoś się dowiem i będę miała możliwość ocenić ich działanie zdam relację.

http://somehairinspiration.tumblr.com/

Macie faworyta- płukankę na wrzesień?

buziaki,
narvika :)

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...