Jak wiecie od połowy kwietnia postanowiłam wrócić do silikonów i większości kosmetyków drogeryjnych. Jak na razie trzymam się dzielnie mojego postanowienia, często mieszam odżywkę silikonową z Biowaxem czy innymi maskami.
Oleje nakładam rzadziej, dzięki czemu moje włosy odżyły. Jak widać nadmiar nie zawsze pomaga.
Dzisiaj pod lupą zabezpieczanie włosów- nie przepadam za samym silikonowym serum (jedwabiem), wolę ochronną warstwę na całej długości włosów. Do sprawdzenia kupiłam odżywki Gliss Kur- dobrze wspominam tą firmę, zużyłam wiele spray'ów, a żółta maska z olejkami uratowała moje spalone dekoloryzacją włosy.
Po lewej: Gliss Kur odżywka w piance do włosów suchych i zniszczonych
Odżywka niby ma postać pianki, jednak po "wylaniu" jej na dłoń bardziej pasuje mi to do napowietrzonego płynu. Pianka szybko spływa z rąk, daleko jej do pianek do układania włosów. Ma średnio przyjemny, delikatny zapach, który nie utrzymuje się na włosach.
Włosy po nałożeniu stają się ciężkie, mocno dociążone, wręcz obciążone. Bardzo łatwo włosy obciążyć, pozbawić obiętości i świeżości.
Bardzo łatwo na nią zakręcić loki czy uzyskać fale. Są potem nieco posklejane, jednak na pewno fajniejsze niż po żelu. Jest to na prawdę godny uwagi produkt do fal i loków!
Skład:
Aqua, Cetrimonium Chloride, Stearamidopropyl Dimethylamine,
PEG-12
Dimethicone,
Lactic Acid, Polyquaternium-69, Polyquaternium-10, Panax Ginseng Root
Extract, Arginine, Acetyl Tyrosine, Arctium Majus Root Extract,
Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, Pantolactone, Niacinamide,
Ornithine HCI, Citrulline, Biotin, Panthenol, Cocodimonium
Hydroxypropyl Hydrolyzed
Keratin, Hydrolyzed Keratin, Phenoxyethanol, Dipalmitoylethyl, Dimonium
Chloride, Silicone Quaternium-22, Ceteareth-25, VP/VA Copolymer, Parfum,
PPG-3
Myristyl Ether, Coco-Betaine, Sodium Methylparaben, Glycerin, Propylene
Glycol, Styrene/VP Copolymer, Alcohol Denat., Citric Acid,
Sodium Chloride, PEG-14M, Vanillin, Linalool,
Coumarin, Hexyl Cinnamal, Limonene.
Mamy silikony i pq. Oprócz nich ekstrakt z żeń-szenia, argininę, wyciąg z łopianu, proteiny sojowe, witaminę B, biotynę, panthenol, keratynę, glicerynę.
Z ciekawych rzeczy jest również coco-betaine (substancja myjąca w łagodnych szamponach), paraben i alkohol denaturowy na samym koniuszku składu.
Niby dużo dobrego, jednak wszystko zrównoważone szkodliwymi składnikami. Nie zauważyłam ani pozytywnego ani negatywnego działania na włosy.
Po prawej spray Gliss Kur Ultimate Oil Repair do włosów suchych
Odzywka w formie klasycznego spray'u, chyba najbardziej znanej i lubianej wersji produktów tej firmy. Ma fajny żółty kolor i przepiękny zapach, który jest wyczuwalny na włosach jakiś czas po nałożeniu.
Włosy po niej stają się miękkie, podatne na układanie, odżywka niweluje puch w prawie 100%, co przy moich włosach jest na prawdę nie lada wyczynem.
Ze względu na dużą zawartość olejku obciąża włosy kiedy przesadzi się z aplikacją. Przy rozsądnym używaniu ( na moje kłaczki to trzy- cztery psiknięcia) włosy są świeże, naturalnie wyglądające, nie sklejają się, nie strączkują.
Łatwo za jej pomocą uwydatnić skręt, jednak w tej kategorii przegrywa z pianką.
Bardzo mocno nabłyszcza włosy, zdrowej wyglądają.
Skład:
Aqua, Cyclomethicone, Phenyl Trimethicone, Argania Spinosa Kernel
Oil, Hydrolyzed Keratin, Panthenol, Dimethiconol, Cetyl PEG/PPG-10/1
Dimethicone, Lactic Acid, Polyquaternium-16, Parfum, Cetrimonium
Chloride, Sodium Benzoate, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Phenoxy
Ethanol, Potassium Sorbate, CI 15985, CI 47005.
Mamy oczywiście silikony i pq. Oprócz nich na czwartym miejscu, czyli wysoko, olej arganowy, potem keratyna, panthenol i kwas l-mlekowy.
Nie ma parabenów, alkoholu ani innych potencjalnych substancji drażniących.
Skład wypada moim zdaniem lepiej niż skład pianki, tutaj jest mniej ekstraktów, ale też nie ma składników niepożądanych.
Po prawie miesiącu stosowania raz jednej, raz drugiej, a czasem dwóch na raz stwierdzam, że zostaję przy spray'u. Odżywki Gliss Kura w spray'ach stosowałam jeszcze na długo przed włosomaniactwem i zawsze dobrze je wspominam.
Zabezpieczenie włosów na całej długości jest dla mnie ważne, a na końcówki też mogę jej nałożyć o wiele więcej niż jedwabiu ze względu na mniejsze obciążenie włosów.
Niedługo zacznę testy wersji Volume z kolagenem.
A Wy którą wolicie?
buziaki,
narvika :)
poniedziałek, 13 maja 2013
poniedziałek, 6 maja 2013
Depilacja brazylijska czyli przygotowujemy się do wakacji!
Od jakiegoś czasu w Internecie krąży wiele informacji na temat tajemniczo brzmiącej depilacji brazylijskiej- dzisiaj o tym co to jest, jak to zrobić, ile kosztuje i czy na prawdę aż tak bardzo boli :)
Co to jest?
Depilacja Brazylijska to nic innego jak usuwanie niechcianego owłosienia z nóg i całego bikini za pomocą ciepłego wosku.
W pakiecie otrzymujemy wyrywanie włosków z łydek, ud (po wewnętrznej stronie również), pachwin i miejsc intymnych łącznie z wargami sromowymi, pośladkami oraz okolicami odbytu. To czy zostawiamy paski, serduszka czy robimy się 'na łyso" nie ma znaczenia, wszystko można określić nazwą "brazylijska".
Jeśli kosmetyczka uważa, że wie lepiej od Was co powinna usunąć a co nie i upiera się, że np. pasek musi być to.. zmieńcie kosmetyczkę. Zostawienie włosów na pośladkach, wewnętrznej stronie ud czy kostkach jest niedopuszczalne. Dokładność jest ważna i wymagajcie jej.
Jak to zrobić?
Do zabiegu używa się wosków "miękkich" (do których przykłada się paski i odrywa) lub twardych (podważanych szpatułką). Ile kobiet tyle opinii który jest lepszy, ale moim zdaniem miękkie są mniej bolesne, bo mniej "czepiają się" skóry. Woski mają różne rodzaje, które kosmetyczka dopiera do rodzaju włosa i skóry klientki.
Dobrze wykonany zabieg jest średnio bolesny, nie powinno być uczucia ciągnięcia skóry, prawidłowo wykonywany zabieg daje o sobie znać tylko podczas króciutkiego momentu wyrywania. Eksperyment z przyklejeniem do nogi taśmy pocztowej czy Power Tape'a to głupota- oczywiście musiałam spróbować i powiem Wam, że wosk boli zdecydowanie mniej.
Kosmetyczka powinna z wprawą odrywać paski od skóry, jeśli macie podejrzenie że sama zastanawia się w którą stronę szarpać albo nie może oderwać paska radzę wiać ;)
Jeśli bardzo Was boli kosmetyczka powinna użyć nieco mniejszych lub węższych pasków, czasem można załapać się też na znieczulający żel lub chłodzący okład.
Nie bagatelizujcie niedoświadczenia! Urwanie skóry się zdarza i jest niesamowicie bolesnym urazem.
Po wyrwaniu partii włosów skóra zostaje posmarowana łagodzącą oliwką lub balsamem oraz przypruszona pudrem, który zapobiega podrażnieniom.
Jak się przygotować?
Jeśli wcześniej używałyście maszynki Wasze włosy rosną nierównomiernie- są "placki" krótsze i dłuższe. Aby włos został wyrwany musi mieć 0,5-1cm. Krótszych nie złapie wosk, więc nie zostaną wyrwane, dłuższe "czepiają" się wosku i ich usuwanie może bardziej boleć. Czasem można umówić się na poprawkę, kiedy różnica w długości włosków jest duża.
Przed depilacją warto zrobić peeling. Nie wiem do końca dlaczego, ale kosmetyczka mi tak mówi, a ja jej słucham ;)
Niektóre dziewczyny biorą na 30 minut przed zabiegiem tabletkę przeciwbólową. Nie przepadam za takimi środkami, więc ja nie zażywam niczego i przeżywam ;) zabieg.
Najczęściej przed zabiegiem otrzymacie jednorazowe majtki oraz chusteczki do odświeżenia się.
Jeśli po pierwszym zabiegu widzicie, że nie wszystkie włoski zostały wyrwane to najpewniej nie były one wystarczająco długie. Pierwszy zabieg najczęściej wymaga poprawki i radzę spytać, czy poprawka nie jest może w cenie jednego zabiegu. Również przy pełnej depilacji może się zdarzyć że się zestresujecie czy spocicie i nie będziecie chciały wszytskiego wyrywać na raz. Warto spytać o możliwość depilacji na raty!
Czy bardzo boli?
Generalnie dolna partia łydek oraz górna część łona boli najbardziej. Jeśli to przetrwacie to będzie już z górki. Doświadczona kosmetyczka będzie dawkować Wam wrażenia przy bardziej bolesnych miejscach tak, aby było jak najmniej dyskomfortu. Nie ma czegoś takiego jak ciągnięcie skóry, poprawianie kilka razy tego samego miejsca czy nakładanie gorącego wosku. Moim zdaniem bardziej boli zakładanie plomby w zębie :p
Jeśli widzicie podrażnioną, naruszoną skórę- jest źle. Jeśli w miejscach wyrwanych włosków pojawia się odrobinka krwi- jest ok. Jeśli kosmetyczka w bardzo wrażliwym miejscu przykleiła ogromny plaster i chce go oderwać na raz- nie jest dobrze.
Co dostajemy w zamian?
Po pierwszy zabiegu mamy spokój 3-6 tygodni. Odrasta mniej włosów, a odrośnięte są słabsze za każdym razem. Po kilku sesjach można osiągnąć 5-7 miesięcy gładkich nóg!
Dodatkowo na nogach nie widać czarnych kropeczek z mieszków włosowych (bo są wyrwane), a potem nie odrasta kłująca i swędząca szczecinka.
Skóra jest gładsza, promienna, jaśniejsza i bardziej miękka.
Jak pielęgnować skórę po zabiegu?
Po zabiegu najlepiej przebrać się w nieuciskające i miękkie spodnie oraz wygodną bieliznę. Ocieranie o szwy czy jeansy może spowodować podrażnienia oraz jest nieprzyjemne i bolesne.
Po zabiegu wydepilowane miejsca opłukujemy wodą i bardzo, bardzo delikatnie myjemy żelem. Nie używamy kremu po pierwszym prysznicu.
Aby resztki wosku zeszły polecam użyć oliwki- schodzi od razu i bezboleśnie.
Na drugi dzień można użyć delikatnego balsamu do ciała. Parę dni wstrzymujemy się z balsami anty cellulitowymi, chłodzącymi czy rozgrzewającymi.
Dwa- trzy dni mogą utrzymywać się czerwone kropeczki w miejscach wyrwanych włosków. Jest to normalne zjawisko. Miejsca podrażnione można smarować Alantanem- kremem lub zasypką. Słyszałam też o SudoKremie.
I na koniec- ja i wiele moich przyjaciółek chodzimy do tego samego salonu- Easy Waxing. Jeśli ktoś z Wrocławia bardzo się boi depilacji, chce mieć pewność, że obędzie się bez podrażnień, zdartej skóry i Bóg wie czego jeszcze- zapraszam, bardzo miło, przyjemnie, bez skrępowania :))
Pani Dagmara wykonuje taką depilację od parunastu lat, ma doświadczenie i jest przyzwyczajona do zabiegu "na raty" i dla specjalnych przypadków takich jak ja, pt. "zanim mnie dotkniesz już mnie tak strasznie boli!" ;)
Co sądzicie o tym rodzaju depilacji?
buziaki,
narvika :)
foto- grafika Google :)
Co to jest?
Depilacja Brazylijska to nic innego jak usuwanie niechcianego owłosienia z nóg i całego bikini za pomocą ciepłego wosku.
W pakiecie otrzymujemy wyrywanie włosków z łydek, ud (po wewnętrznej stronie również), pachwin i miejsc intymnych łącznie z wargami sromowymi, pośladkami oraz okolicami odbytu. To czy zostawiamy paski, serduszka czy robimy się 'na łyso" nie ma znaczenia, wszystko można określić nazwą "brazylijska".
Jeśli kosmetyczka uważa, że wie lepiej od Was co powinna usunąć a co nie i upiera się, że np. pasek musi być to.. zmieńcie kosmetyczkę. Zostawienie włosów na pośladkach, wewnętrznej stronie ud czy kostkach jest niedopuszczalne. Dokładność jest ważna i wymagajcie jej.
Jak to zrobić?
Do zabiegu używa się wosków "miękkich" (do których przykłada się paski i odrywa) lub twardych (podważanych szpatułką). Ile kobiet tyle opinii który jest lepszy, ale moim zdaniem miękkie są mniej bolesne, bo mniej "czepiają się" skóry. Woski mają różne rodzaje, które kosmetyczka dopiera do rodzaju włosa i skóry klientki.
Dobrze wykonany zabieg jest średnio bolesny, nie powinno być uczucia ciągnięcia skóry, prawidłowo wykonywany zabieg daje o sobie znać tylko podczas króciutkiego momentu wyrywania. Eksperyment z przyklejeniem do nogi taśmy pocztowej czy Power Tape'a to głupota- oczywiście musiałam spróbować i powiem Wam, że wosk boli zdecydowanie mniej.
Kosmetyczka powinna z wprawą odrywać paski od skóry, jeśli macie podejrzenie że sama zastanawia się w którą stronę szarpać albo nie może oderwać paska radzę wiać ;)
Jeśli bardzo Was boli kosmetyczka powinna użyć nieco mniejszych lub węższych pasków, czasem można załapać się też na znieczulający żel lub chłodzący okład.
Nie bagatelizujcie niedoświadczenia! Urwanie skóry się zdarza i jest niesamowicie bolesnym urazem.
Po wyrwaniu partii włosów skóra zostaje posmarowana łagodzącą oliwką lub balsamem oraz przypruszona pudrem, który zapobiega podrażnieniom.
Jak się przygotować?
Jeśli wcześniej używałyście maszynki Wasze włosy rosną nierównomiernie- są "placki" krótsze i dłuższe. Aby włos został wyrwany musi mieć 0,5-1cm. Krótszych nie złapie wosk, więc nie zostaną wyrwane, dłuższe "czepiają" się wosku i ich usuwanie może bardziej boleć. Czasem można umówić się na poprawkę, kiedy różnica w długości włosków jest duża.
Przed depilacją warto zrobić peeling. Nie wiem do końca dlaczego, ale kosmetyczka mi tak mówi, a ja jej słucham ;)
Niektóre dziewczyny biorą na 30 minut przed zabiegiem tabletkę przeciwbólową. Nie przepadam za takimi środkami, więc ja nie zażywam niczego i przeżywam ;) zabieg.
Najczęściej przed zabiegiem otrzymacie jednorazowe majtki oraz chusteczki do odświeżenia się.
Jeśli po pierwszym zabiegu widzicie, że nie wszystkie włoski zostały wyrwane to najpewniej nie były one wystarczająco długie. Pierwszy zabieg najczęściej wymaga poprawki i radzę spytać, czy poprawka nie jest może w cenie jednego zabiegu. Również przy pełnej depilacji może się zdarzyć że się zestresujecie czy spocicie i nie będziecie chciały wszytskiego wyrywać na raz. Warto spytać o możliwość depilacji na raty!
Czy bardzo boli?
Generalnie dolna partia łydek oraz górna część łona boli najbardziej. Jeśli to przetrwacie to będzie już z górki. Doświadczona kosmetyczka będzie dawkować Wam wrażenia przy bardziej bolesnych miejscach tak, aby było jak najmniej dyskomfortu. Nie ma czegoś takiego jak ciągnięcie skóry, poprawianie kilka razy tego samego miejsca czy nakładanie gorącego wosku. Moim zdaniem bardziej boli zakładanie plomby w zębie :p
Jeśli widzicie podrażnioną, naruszoną skórę- jest źle. Jeśli w miejscach wyrwanych włosków pojawia się odrobinka krwi- jest ok. Jeśli kosmetyczka w bardzo wrażliwym miejscu przykleiła ogromny plaster i chce go oderwać na raz- nie jest dobrze.
Co dostajemy w zamian?
Po pierwszy zabiegu mamy spokój 3-6 tygodni. Odrasta mniej włosów, a odrośnięte są słabsze za każdym razem. Po kilku sesjach można osiągnąć 5-7 miesięcy gładkich nóg!
Dodatkowo na nogach nie widać czarnych kropeczek z mieszków włosowych (bo są wyrwane), a potem nie odrasta kłująca i swędząca szczecinka.
Skóra jest gładsza, promienna, jaśniejsza i bardziej miękka.
Jak pielęgnować skórę po zabiegu?
Po zabiegu najlepiej przebrać się w nieuciskające i miękkie spodnie oraz wygodną bieliznę. Ocieranie o szwy czy jeansy może spowodować podrażnienia oraz jest nieprzyjemne i bolesne.
Po zabiegu wydepilowane miejsca opłukujemy wodą i bardzo, bardzo delikatnie myjemy żelem. Nie używamy kremu po pierwszym prysznicu.
Aby resztki wosku zeszły polecam użyć oliwki- schodzi od razu i bezboleśnie.
Na drugi dzień można użyć delikatnego balsamu do ciała. Parę dni wstrzymujemy się z balsami anty cellulitowymi, chłodzącymi czy rozgrzewającymi.
Dwa- trzy dni mogą utrzymywać się czerwone kropeczki w miejscach wyrwanych włosków. Jest to normalne zjawisko. Miejsca podrażnione można smarować Alantanem- kremem lub zasypką. Słyszałam też o SudoKremie.
I na koniec- ja i wiele moich przyjaciółek chodzimy do tego samego salonu- Easy Waxing. Jeśli ktoś z Wrocławia bardzo się boi depilacji, chce mieć pewność, że obędzie się bez podrażnień, zdartej skóry i Bóg wie czego jeszcze- zapraszam, bardzo miło, przyjemnie, bez skrępowania :))
Pani Dagmara wykonuje taką depilację od parunastu lat, ma doświadczenie i jest przyzwyczajona do zabiegu "na raty" i dla specjalnych przypadków takich jak ja, pt. "zanim mnie dotkniesz już mnie tak strasznie boli!" ;)
Co sądzicie o tym rodzaju depilacji?
buziaki,
narvika :)
foto- grafika Google :)
sobota, 4 maja 2013
aktualizacja włosów- kwiecień 2013
Przychodzę do Was z nieco spóźnioną aktualizacją- szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałam co dokładnie mam napisać, ponieważ kwiecień dla moich włosów był miesiącem zmian. Przede wszystkim w ich kondycji- wypłukało się encanto, potem w strukturze- zaczęły się kręcić, a na końcu w kolorze- dotarłam wreszcie do upragnionego odcienia blondu. Ale po kolei.
Do 17 kwietnia stosowałam "włosomaniaczkową" pielęgnację-
- szampon Babydream lub Hipp
- odżywkę Kallos Latte, Biowax do ciemnych, Garnier Awocado lub Garnier Żurawina
- olej macadamia na końcówki
- jedwab Marion do zabezpieczenia końców
olej (pomarańczowy, kokosowy, lniany, macadamia, oliwa z oliwek- zamiennie) przed każdym myciem na min.5godzin, po myciu odżywka lub maska pod czepkiem min. 30 min.
i włosy wyglądały tak:
Potem trochę podłamałam się ich stanem i wyglądem. Po przemyśleniach, które możecie przeczytać tutaj(klik!) postanowiłam wrócić do drogeryjnej pielęgnacji.
Pamiętam, że za czasów moich najdłuższych włosów bardzo dobrze służyły mi odżywki i szampony od Nivea oraz Biowaxy do blond włosów, nawet po męczeniu włosów całymi dniami w słonej wodzie i słońcu były zdrowe i grubsze niż teraz. Za "tamtych czasów" wyglądały tak:
I to były moje najdłuższe włosy w życiu. Po powkurzaniu się na stracony czas i bla bla bla... ;) Pielęgnacja zmieniła się i wygląda tak:
- szampon Garnier Awocado lub Biowax do blond
- odżywka Nivea Long zmieszana w dowolnej proporcji z Biowaxem Argan Macadamia Kokos
- Gliss Kur w spray'u do zabezpieczania końcówek
- olej kokosowy do stylizacji/ niwelowania puchu
olejowanie co trzecie mycie na 1-2 godziny Vatiką kokosową, khadi w skórę głowy na ten czas, odżywka + maska po myciu na 10-15 minut lub mniej.
Włosy po dwóch tygodniach (niecałych, zdjęcie z 22 kwietnia) prezentują się tak:
Na potrzeby zdjęcia ;) włosy bez silikonów, bez spray'u z silikonami i oczyszczone szamponem z SLES.
Reasumując kwiecień obfitował w zakupy, a włosy w tym miesiącu prezentowały się tak:
Nie twierdzę, że brak pielęgnacji mi służy lub że będzie lepszym wyjściem dla którejś z Was. Jednak kwiecień skłonił mnie do przemyśleń w tej kwestii i myślę, że będę nadal testować "drogeryjne" metody pielęgnacji z elementami mojej starej metody. Zobaczymy co wyjdzie, bo gorzej być już chyba nie może :(
O farbowaniu postaram się napisać w najbliższym czasie :)
A jak tam minął Wasz włosowy kwiecień?
buziaki,
narvika :)
Do 17 kwietnia stosowałam "włosomaniaczkową" pielęgnację-
- szampon Babydream lub Hipp
- odżywkę Kallos Latte, Biowax do ciemnych, Garnier Awocado lub Garnier Żurawina
- olej macadamia na końcówki
- jedwab Marion do zabezpieczenia końców
olej (pomarańczowy, kokosowy, lniany, macadamia, oliwa z oliwek- zamiennie) przed każdym myciem na min.5godzin, po myciu odżywka lub maska pod czepkiem min. 30 min.
i włosy wyglądały tak:
Potem trochę podłamałam się ich stanem i wyglądem. Po przemyśleniach, które możecie przeczytać tutaj(klik!) postanowiłam wrócić do drogeryjnej pielęgnacji.
Pamiętam, że za czasów moich najdłuższych włosów bardzo dobrze służyły mi odżywki i szampony od Nivea oraz Biowaxy do blond włosów, nawet po męczeniu włosów całymi dniami w słonej wodzie i słońcu były zdrowe i grubsze niż teraz. Za "tamtych czasów" wyglądały tak:
I to były moje najdłuższe włosy w życiu. Po powkurzaniu się na stracony czas i bla bla bla... ;) Pielęgnacja zmieniła się i wygląda tak:
- szampon Garnier Awocado lub Biowax do blond
- odżywka Nivea Long zmieszana w dowolnej proporcji z Biowaxem Argan Macadamia Kokos
- Gliss Kur w spray'u do zabezpieczania końcówek
- olej kokosowy do stylizacji/ niwelowania puchu
olejowanie co trzecie mycie na 1-2 godziny Vatiką kokosową, khadi w skórę głowy na ten czas, odżywka + maska po myciu na 10-15 minut lub mniej.
Włosy po dwóch tygodniach (niecałych, zdjęcie z 22 kwietnia) prezentują się tak:
Na potrzeby zdjęcia ;) włosy bez silikonów, bez spray'u z silikonami i oczyszczone szamponem z SLES.
Reasumując kwiecień obfitował w zakupy, a włosy w tym miesiącu prezentowały się tak:
Nie twierdzę, że brak pielęgnacji mi służy lub że będzie lepszym wyjściem dla którejś z Was. Jednak kwiecień skłonił mnie do przemyśleń w tej kwestii i myślę, że będę nadal testować "drogeryjne" metody pielęgnacji z elementami mojej starej metody. Zobaczymy co wyjdzie, bo gorzej być już chyba nie może :(
O farbowaniu postaram się napisać w najbliższym czasie :)
A jak tam minął Wasz włosowy kwiecień?
buziaki,
narvika :)
środa, 1 maja 2013
Lorys Fruity- Arabska maska z Auchan ;)
Parę miesięcy temu kupiłam sobie maskę firmy Lorys. Do wyboru mamy uderzającą liczbę rodzajów mniejszych (450g) i większych (1000g) słoikach- m.in. z olejem z węża, czekoladową, kokosową, czosnkową czy z orchideą. Mój wybór padł na owocową, ponieważ nigdy nie miałam maski z wyciągami z owoców tropikalnych.
Maski Lorys to produkt arabski, ale produkowany w Brazylii. Jak przystało na orientalne kosmetyki mają dość mocny, mydlano- słodki zapach.
Co ciekawe, kiedy byłam w Egipcie sprzedawcy w Aptekach polecali te maski jako egzotyczne i niedostępne w innych krajach- u nas można kupić je w Auchan ;)
Maska na moich cienkich, suchych włosach sprawdza się świetnie, ale jeśli jest stosowana nie za często. Użyta raz na tydzień- dwa wygładza, nabłyszcza i zmiękcza moje włosy, ale przy częstszym nakładaniu obciąża je i pozbawia objętości. Przypuszczam, że jest to wynikiem umieszczenia parafiny wysoko w składzie.
Podobne odczucia ma mój TŻ, który bardzo chętnie używa tej maski, chyba ze względu na zapach, chociaż twierdzi, że ma po niej bardziej nawilżone włosy (a czuprynkę ma na ok.2cm długości, więc wie co mówi ;)).
W opakowaniu maska wygląda niesamowicie zachęcająco, ponieważ ma dwa kolory- różowy na dole i żółty na górze. Wystarczy wymieszać i mamy dwukolorową maskę. Nie wiem, czy warstwy się czymś od siebie różnią, ale tak czy inaczej bardzo mi się podoba taki "trik".
Wszystkie rodzaje masek Lorys zawierają parafinę- bardzo często stosowany składnik w indyjskich, orientalnych maskach, co nie wszystkim może pasować.
Tutaj skład mojej maski:
Skład ciekawy ze względu na wyciągi z ananasa, passiflory, mandarynki, cytryny i pomarańczy. Dość niespotykane zestawienie.
Maski możecie kupić w Auchan za 7-9zł 9mały słoik) i 15-22zł (duży słoik).
Znacie Lorysy? A może macie swojego ulubieńca, którego możecie mi polecić?
buziaki,
narvika :)
Maski Lorys to produkt arabski, ale produkowany w Brazylii. Jak przystało na orientalne kosmetyki mają dość mocny, mydlano- słodki zapach.
Co ciekawe, kiedy byłam w Egipcie sprzedawcy w Aptekach polecali te maski jako egzotyczne i niedostępne w innych krajach- u nas można kupić je w Auchan ;)
Maska na moich cienkich, suchych włosach sprawdza się świetnie, ale jeśli jest stosowana nie za często. Użyta raz na tydzień- dwa wygładza, nabłyszcza i zmiękcza moje włosy, ale przy częstszym nakładaniu obciąża je i pozbawia objętości. Przypuszczam, że jest to wynikiem umieszczenia parafiny wysoko w składzie.
Podobne odczucia ma mój TŻ, który bardzo chętnie używa tej maski, chyba ze względu na zapach, chociaż twierdzi, że ma po niej bardziej nawilżone włosy (a czuprynkę ma na ok.2cm długości, więc wie co mówi ;)).
W opakowaniu maska wygląda niesamowicie zachęcająco, ponieważ ma dwa kolory- różowy na dole i żółty na górze. Wystarczy wymieszać i mamy dwukolorową maskę. Nie wiem, czy warstwy się czymś od siebie różnią, ale tak czy inaczej bardzo mi się podoba taki "trik".
Wszystkie rodzaje masek Lorys zawierają parafinę- bardzo często stosowany składnik w indyjskich, orientalnych maskach, co nie wszystkim może pasować.
Tutaj skład mojej maski:
Skład ciekawy ze względu na wyciągi z ananasa, passiflory, mandarynki, cytryny i pomarańczy. Dość niespotykane zestawienie.
Maski możecie kupić w Auchan za 7-9zł 9mały słoik) i 15-22zł (duży słoik).
Znacie Lorysy? A może macie swojego ulubieńca, którego możecie mi polecić?
buziaki,
narvika :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






