W sierpniowej aktualizacji wspominałam, że we wrześniu postaram się wydobyć skręt ze swoich włosach i pielęgnować je delikatniej, zgodnie z metodami pielęgnacji kręconowłosych. Z tego powodu zrezygnowałam ze szczotki Khaja z naturalnego włosia oraz z plastikowego grzebienia z szeroko rozstawionymi zębami na rzecz drewnianego grzebyka.
Swój grzebień kupiłam za ok.20zł w sklepie internetowym. Nie jest to słynne czesadło z The Body Shop'u, tylko grzebyk polskiej firmy. Ma on dokładnie takie same wymiary jak ten z TBS (mniejszy niż szeroko znane, plastikowe wersje), jednak wydaje mi się nieco gładszy i jednolity.
Czeszę swoje włosy na sucho i na mokro wyłącznie nim już ponad miesiąc. Jakie zmiany zauważyłam?
- końcówki przestały wyglądać jak siano, wydają się też nieco bardziej elastyczne. Po miesiącu od wizyty u fryzjera nie ma ani jednak połamanej i zmasakrowanej końcówki, co może być zasługą grzebienia,ale może być to również efekt zmiany produktów do zabezpieczania końców przed urazami
- włosy są bardziej miękkie, gładkie
- lepiej się układają, mniej się puszą, faktycznie bardziej się skręcają. Na pewno jeszcze nie tak, jak bym sobie tego życzyła, ale jest lepiej. Przynajmniej zapominam powoli o sianku od ramion w dół
- łatwiej je rozczesać delikatnie rozdzielając grzebieniem niż ciągnąc po nich szczotkę, nawet tą z włosia dzika. Na mokro również jest prościej niż plastikowym grzebykiem z szeroko rozstawionymi ząbkami. Nie ma też kołtunów i "kulek", które trzeba wydzierać/wycinać z włosów (po np. wietrznym dniu).
Na razie jestem na tak!
W pielęgnacji wrześniowej wiele się zmieniło na lepsze, wiele produktów odłożyłam na półkę, a kilka dokupiłam. Moje włosy na razie są szczęśliwsze niż wcześniej i adekwatnie do tego wyglądają. postaram się w aktualizacji ocenić co jak i na co wpływa.
Ostatnio długo mnie nie było- mam końcówkę pracy sezonowej, co oznacza wiele godzin pracy a mało wolnego. Wybaczcie mi jeszcze tydzień, a potem obiecuje pisać częściej i ciekawiej :)
Macie drewniany grzebyk? A może chcecie kupić?
buziaki,
narvika :)
poniedziałek, 17 września 2012
niedziela, 9 września 2012
TAG Versatile Blogger
Zostałam otagowana przez Anne- Claire z bloga http://kosmetyczne-pokusy.blogspot.com tagiem "7 faktów o mnie". No więc- 7 ciekawostek o narvice, zapraszam :)
Zasady:
- otagować 15 blogów,
- ujawnić 7 faktów o sobie,
- podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu
1) uwielbiam słodkie, dziewczęce perfumy przywodzące na myśl beztroskie wakacje. Moimi ulubieńcami są: Flowerbomb, CK Shock for her, Black XS Paco Rabanne i woda kokosowa z Yves Rocher. Z perfumami XS mam wyjątkowo dobrze skojarzenia- z początkiem związku z moim TŻ.
2) bardzo często śni mi się, że spadam z dużej wysokości do wody, jednak zawsze budzę się zanim zanurkuję. Co ciekawe zawsze lecę w dokładnie to samo miejsce, które już rozpoznaję. Kto wie, może kiedyś zobaczę je na żywo i będzie coś znaczyło w realnym świecie?;)
3) mój pokój ma intensywnie błękitny kolor ścian i sufitu, dzięki czemu czuję się w nim jak na dnie basenu lub w greckim domku. Dodatki- meble, pościel, łóżko, zasłony są intensywnie białe i z wykorzystaniem delikatnego, bambusowego drewna. Uwielbiam swoją sypialnię :D Tutaj próbka ściany i mebla:
4) nie przywiązuję wagi do malowania paznokci u rąk, robię to raczej z nudów. Za to koniecznie muszę mieć pomalowane paznokcie i stóp, bez tego moje nogi ani trochę mi się nie podobają. Ciężko zobaczyć mnie bez kolorowych pazurów w japonkach.
5) gdybym mogła mieć inne ciało chciałabym być skośnooką pięknością z Azji. Uwielbiam urodę, sposób zachowania oraz historię kobiet z tamtych regionów, do tego marzę o długich, zupełnie prostych, czarnych włosach.
6) jako dziecko byłam zakochana w "W pustyni i w puszczy" i święcie wierzyłam, że kiedyś porwą mnie Arabowie i zamieszkam na pustyni. Z utęsknieniem czekałam na ten moment, a kiedy nie nadszedł obejrzałam "Wyspę Nimm" i zamęczałam mojego Tatę, żeby wyprowadził się ze mną na bezludną wyspę i kupił mi żywą fokę...
7) mój nos najbardziej lubi zapach świeżych kwiatów bzu i jaśminu, zapach róży oraz olejek z drzewa sandałowego. Często zamiast perfum używam właśnie olejku eterycznego, podobno Miranda Kerr też tak robi ;)
CapellliBelli, Bella Beauty i Paryska88 oraz każdego, kto jeszcze ma ochotę na napisanie czegoś o sobie :))
buziaki,
narvika :)
Zasady:
- otagować 15 blogów,
- ujawnić 7 faktów o sobie,
- podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu
7 faktów o mnie:
1) uwielbiam słodkie, dziewczęce perfumy przywodzące na myśl beztroskie wakacje. Moimi ulubieńcami są: Flowerbomb, CK Shock for her, Black XS Paco Rabanne i woda kokosowa z Yves Rocher. Z perfumami XS mam wyjątkowo dobrze skojarzenia- z początkiem związku z moim TŻ.
2) bardzo często śni mi się, że spadam z dużej wysokości do wody, jednak zawsze budzę się zanim zanurkuję. Co ciekawe zawsze lecę w dokładnie to samo miejsce, które już rozpoznaję. Kto wie, może kiedyś zobaczę je na żywo i będzie coś znaczyło w realnym świecie?;)
3) mój pokój ma intensywnie błękitny kolor ścian i sufitu, dzięki czemu czuję się w nim jak na dnie basenu lub w greckim domku. Dodatki- meble, pościel, łóżko, zasłony są intensywnie białe i z wykorzystaniem delikatnego, bambusowego drewna. Uwielbiam swoją sypialnię :D Tutaj próbka ściany i mebla:
4) nie przywiązuję wagi do malowania paznokci u rąk, robię to raczej z nudów. Za to koniecznie muszę mieć pomalowane paznokcie i stóp, bez tego moje nogi ani trochę mi się nie podobają. Ciężko zobaczyć mnie bez kolorowych pazurów w japonkach.
5) gdybym mogła mieć inne ciało chciałabym być skośnooką pięknością z Azji. Uwielbiam urodę, sposób zachowania oraz historię kobiet z tamtych regionów, do tego marzę o długich, zupełnie prostych, czarnych włosach.
6) jako dziecko byłam zakochana w "W pustyni i w puszczy" i święcie wierzyłam, że kiedyś porwą mnie Arabowie i zamieszkam na pustyni. Z utęsknieniem czekałam na ten moment, a kiedy nie nadszedł obejrzałam "Wyspę Nimm" i zamęczałam mojego Tatę, żeby wyprowadził się ze mną na bezludną wyspę i kupił mi żywą fokę...
7) mój nos najbardziej lubi zapach świeżych kwiatów bzu i jaśminu, zapach róży oraz olejek z drzewa sandałowego. Często zamiast perfum używam właśnie olejku eterycznego, podobno Miranda Kerr też tak robi ;)
Zapraszam do zabawy:
CapellliBelli, Bella Beauty i Paryska88 oraz każdego, kto jeszcze ma ochotę na napisanie czegoś o sobie :))
buziaki,
narvika :)
piątek, 7 września 2012
poprawka aktualizacji + recenzja płynu Facelle
Po ostatniej aktualizacji posypały się komentarze na temat stanu końców moich włosów- podejrzewałyście, że są cienkie, suche i nadające się wyłącznie do obcięcia. Jako jedyna z Was mogę je dokładnie zobaczyć i dotknąć, więc bardzo nie pasowały mi Wasze odczucia oraz ich wygląd to ich faktycznego stanu. Postanowiłam znaleźć haczyk- co robię źle i przy okazji zrecenzować płyn Facelle, którego używałam w sierpniu do mycia włosów. Zapraszam!
Od jakiegoś czasu jest polecanym delikatnym środkiem do mycia włosów na wielu blogach. Niestety to co sprawdza się u innych nie zawsze sprawdzi się też u nas- tak jak Facelle nie sprawdziło się u mnie.
Opakowanie: 300ml butelka z białego plastiku. Wygodna i typowa, nic specjalnego.
Cena i dostępność: ok.6zł dostępne wyłącznie w drogeriach Rossman
Zapach i konsystencja: płyn pachnie dziwnie- sztucznie, dość delikatnie, zapach nie pozostaje na skórze i włosach, ale nie bardzo mi się podoba. Produkt jest dość płynny, przeźroczysty, dobrze się pieni i jest wydajny
Skład:
Aqua, Coco Glucoside Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Xanthan Gum, Chamomilla Recutita Extract, Persea Gratissima Extract, Pentylene Glycol, Sodium Lactate, Lactic Acid, Serine, Urea, Sorbitol, Disodium Cocopolyglucoside Citrate, Sodium Chloride, Allantolin, Glyceryl Oleate, Butylene Glycol, Propylene Glycol,
Citric Acid, Ethoxydiglycol, Parfum, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dexydroacetic Acid
Działanie: Płyn Facelle jest główną przyczyną przesuszenia moich włosów w sierpniu. Bez metody OMO miałam na głowie siano, strąki, puch i co tylko jeszcze można sobie wymyślić. W połączeniu z metodą OMO włosy były w niezłym stanie, ale skóra głowy była swędząca i nieprzyjemna.
Po niemiłych doświadczeniach z myciem włosów postanowiłam zużyć go jako żel do ciała, ale płyn wysusza mi skórę i piecze w miejscach po depilacji. Nie ma nawet cienia obiecanej delikatności!
Podsumowanie: Facelle nie jest delikatny ani dla moich włosów ani dla skóry. Wysusza, powoduje swędzenie i pieczenie, puszy moje włosy. Nie polubiliśmy się i na pewno więcej go nie kupię- na razie staram się znaleźć sposób w jaki mogę go zużyć.
Wydaje mi się, że, tak jak pisała Kascysko, przesadzam z nakładaniem oleju na końce w celu zabezpieczenia- stąd pozlepiane końcówki, brak objętości i skrętu. Poza tym Facelle dało się im we znaki i wyraźnie pogorszyło kondycję włosów, jednak po powrocie do płynu do kąpieli dla mam Babydream z mycia na mycie jest coraz lepiej.
Postanowiłam porównać włosy. Dzisiejsze zdjęcia są kiepskiej jakości- na zewnątrz leje deszcz, w pomieszczeniach oświetlenie jest tragiczne, a mój jedyny aparat to telefon komórkowy. Na dodatek włosy męczone były pół dnia w czapce, kapturze i na deszczu, więc są lekko niewyjściowe, ale wydaje mi się, że lepsze niż te z aktualizacji. A przede wszystkim bez takich ilości oleju na końcach- zobaczycie same- fioletowa koszulka to dzisiaj:
Zdjęcia na życzenia Kascysko- koczek i warkoczyk:
I jeszcze raz dzisiaj- troszkę spuszone i zmęczone czapką, no ale są ;)
Co myślicie?
buziaki,
narvika :)
Płyn do higieny intymnej Facelle sensitive
Od jakiegoś czasu jest polecanym delikatnym środkiem do mycia włosów na wielu blogach. Niestety to co sprawdza się u innych nie zawsze sprawdzi się też u nas- tak jak Facelle nie sprawdziło się u mnie.
Opakowanie: 300ml butelka z białego plastiku. Wygodna i typowa, nic specjalnego.
Cena i dostępność: ok.6zł dostępne wyłącznie w drogeriach Rossman
Zapach i konsystencja: płyn pachnie dziwnie- sztucznie, dość delikatnie, zapach nie pozostaje na skórze i włosach, ale nie bardzo mi się podoba. Produkt jest dość płynny, przeźroczysty, dobrze się pieni i jest wydajny
Skład:
Aqua, Coco Glucoside Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Xanthan Gum, Chamomilla Recutita Extract, Persea Gratissima Extract, Pentylene Glycol, Sodium Lactate, Lactic Acid, Serine, Urea, Sorbitol, Disodium Cocopolyglucoside Citrate, Sodium Chloride, Allantolin, Glyceryl Oleate, Butylene Glycol, Propylene Glycol,
Citric Acid, Ethoxydiglycol, Parfum, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dexydroacetic Acid
Działanie: Płyn Facelle jest główną przyczyną przesuszenia moich włosów w sierpniu. Bez metody OMO miałam na głowie siano, strąki, puch i co tylko jeszcze można sobie wymyślić. W połączeniu z metodą OMO włosy były w niezłym stanie, ale skóra głowy była swędząca i nieprzyjemna.
Po niemiłych doświadczeniach z myciem włosów postanowiłam zużyć go jako żel do ciała, ale płyn wysusza mi skórę i piecze w miejscach po depilacji. Nie ma nawet cienia obiecanej delikatności!
Podsumowanie: Facelle nie jest delikatny ani dla moich włosów ani dla skóry. Wysusza, powoduje swędzenie i pieczenie, puszy moje włosy. Nie polubiliśmy się i na pewno więcej go nie kupię- na razie staram się znaleźć sposób w jaki mogę go zużyć.
A moje włosy?
Wydaje mi się, że, tak jak pisała Kascysko, przesadzam z nakładaniem oleju na końce w celu zabezpieczenia- stąd pozlepiane końcówki, brak objętości i skrętu. Poza tym Facelle dało się im we znaki i wyraźnie pogorszyło kondycję włosów, jednak po powrocie do płynu do kąpieli dla mam Babydream z mycia na mycie jest coraz lepiej.
Postanowiłam porównać włosy. Dzisiejsze zdjęcia są kiepskiej jakości- na zewnątrz leje deszcz, w pomieszczeniach oświetlenie jest tragiczne, a mój jedyny aparat to telefon komórkowy. Na dodatek włosy męczone były pół dnia w czapce, kapturze i na deszczu, więc są lekko niewyjściowe, ale wydaje mi się, że lepsze niż te z aktualizacji. A przede wszystkim bez takich ilości oleju na końcach- zobaczycie same- fioletowa koszulka to dzisiaj:
Zdjęcia na życzenia Kascysko- koczek i warkoczyk:
I jeszcze raz dzisiaj- troszkę spuszone i zmęczone czapką, no ale są ;)
Co myślicie?
buziaki,
narvika :)
poniedziałek, 3 września 2012
aktualizancja- włosy w sierpniu + byłam u fryzjera!
Witajcie :) Dwa dni temu przeżyłam jedną z najbardziej stresujących chwil w tym miesiącu- pierwszą wizytę u fryzjera od czasu spalenia moich kręciołków na kaczy żółty. Wizyta przebiegła bezboleśnie, bardzo miło i przyjemnie rozmawiało mi się z panią fryzjerką. Obcięła dokładnie tyle, ile sobie życzyłam pytając przy tym, czy "tyle może być, nie za dużo?" Byłam na prawdę zadowolona!
Subskrybuj:
Posty (Atom)












